Niektóre historie piszą się długo, inne zaczynają się nagle – ale każda z nich zasługuje na to, by zostać opowiedziana pięknym obrazem.
Tak było właśnie w przypadku ślubu Alicji i Andrzeja.
Do tego zlecenia zostałam zaproszona zaledwie kilka dni przed uroczystością. Reportaż był prezentem – wyjątkowym, bo podarowanym z serca. Brat pana młodego zdecydował się podarować im coś, co nie przemija: wspomnienia zamknięte w fotografiach. Para wybrała pakiet obejmujący uroczystość oraz mini przyjęcie – kameralnie, spokojnie, prawdziwie.
Sakramentalne „tak” Ala i Andrzej wypowiedzieli w parafi św. Piusa X w Rudzie Śląskiej, w dolnym kościele. To miejsce miało w sobie niezwykłą intymność. Bez pośpiechu, bez zbędnego przepychu, za to z ogromną ilością emocji, spojrzeń i ciszy, która mówi więcej niż słowa. To właśnie tam zamknęła się ich historia – prosta, szczera i pełna miłości.
Bo każdy ślub, niezależnie od skali, zasługuje na piękną oprawę fotograficzną.
To chwile, które nie wrócą, a do których będziemy wracać przez lata – w albumach, na fotografiach, we wspomnieniach.
Po ceremonii przyszedł czas na pierwsze wspólne chwile podczas przyjęcia. Bez hucznej imprezy. Za to z rodziną, rozmowami przy stole, składaniem życzeń, uśmiechami i wspólnymi portretami. Bo goście to nie tylko świadkowie – to część naszej historii, naszej rodziny, naszego życia.
Właśnie takie spotkania pokazują, że świętowanie nie musi być głośne. Wystarczy bliskość, czas dla siebie i przestrzeń na celebrowanie miłości. A fotografie pozwalają zatrzymać te momenty na zawsze.
Pamiętajcie, że do każdego reportażu zawsze można wrócić – również poprzez dodatkowy album, który stanie się domową kroniką najpiękniejszych chwil. Taką, po którą sięga się po latach, razem z najbliższymi.
Dziękuję Alici i Andrzejowi za zaufanie i możliwość towarzyszenia im w tym wyjątkowym dniu. To był zaszczyt zapisać ich historię obrazem.
A Adrianowi i Beatce, że zatrudnili mnie spośród tylu znajomych fotografów!


































































